Opublikowano:

W co się ubrać na pierwszą jazdę?

Załóż wygodne rzeczy, których raczej ci nie żal stracić. Ponieważ nie masz jeszcze żadnego sprzętu, musisz go zaimprowizować. Pamiętaj, by unikać noszenia jasnych rzeczy — w stajni łatwo o pobrudzenie się. Poniżej przykładowe zestawy w których możesz jeździć na samym początku (nakrycia głowy na czas jazdy zmieniasz na kask), w pełni skompletowane z rzeczy, które pewnie masz już w domu…

Czytaj dalej W co się ubrać na pierwszą jazdę?

Opublikowano:

Rady, których nie spotkasz w realu, a które zna każda szajbnięta sześciolatka

Zgodzicie się, że jedną z pierwszych książek o koniach, jakie dostaje młoda jeździczka, jest atlas ras koni. Taki atlas nic nie wnosi do jeździeckiej edukacji, często przedstawia darmowe lub opłacone milion lat temu reprinty starych zdjęć (aż widać, że skany wydruków) oraz daje poczucie, że Kentucky Saddler to rasa na równi z hucułem, arabem czy wielkopolakiem.
Rasy to rasy i oczywiście nie ma rasy gorszej czy lepszej. Z tym Kentucky Saddlerem chodzi mi o to, że jak dziewięcioletnia jeździczka pójdzie poszukać stajni do nauki i zwiedzi lokalnych dajmy na to pięć, oglądając przy tym ponad setkę koni, to dam sobie głowę uciąć*, że zobaczy chociaż jednego wielkopolaka, małopolaka, anglika, kucyka o precyzyjnej rasie „kuc” oraz bardzo dużo sp i jeszcze więcej nn; za to nie trafi na żadnego Kentucky Saddlera.
Wspomnienie z dzieciństwa: przeglądam kolejne atlasy ras koni. Umiem już rozpoznawać wszystkie rasy, pod warunkiem, że zobaczę dokładnie to samo zdjęcie. Ustalam: najpiękniejsze są konie rasy Sorraia, bo mają sympatyczne pyski i do twarzy im w tych kantarach, co są w nich przedstawiane.
Weźcie mi wskażcie w Polsce hodowlę koni Sorraia.
Mustang
Król ras Znanych i Nieobecnych. Człowiek może nic nie wiedzieć o koniach, ale może wyduka, że są araby, może coś mu przejdzie przez głowę, że „tarpany” i „te co się ścigają”, ale na 100% wskaże taką rasę jak MUSTANG. Mustang – auto, mustang – zdziczały koń kolonizatorów, mustang – symbol wolności, mustang – pomalowany w „łapki” i dosiadany przez dzielnych Indian, mustang – synonim słowa „koń”. Cechami rasowymi mustangów są zadrapania, wytarta grzywa, stawanie dęba i przebywanie na tle stepów z górami w tle. Ewentualnie galopowanie wśród dziesiątków innych koni po spalonej słońcem trawie. Jeśli go osiodłasz, automatycznie zamienia się w nietypowego (bo bez wielkiego dupska) AQH, a jeśli przystosujesz do skoków, ujeżdżenia lub zaprzęgów, to jego pochodzenie staje pod wielkim znakiem zapytania.
A teraz całkiem na serio: Mustang to rasa zdziczała, powstała samorzutnie. Sama jej nazwa oznacza tyle co „dziki, bez właściciela”. Rasa-worek, typ konia, na którego składa się przede wszystkim pochodzenie. Jako rasa mają oczywiście pewne cechy wspólne (choć raczej się o nich w tej kategorii nie myśli, to są to większe kuce). Są w USA kontrowersyjną rasą, bo nie dla wszystkich jest jasne, czy należy je traktować jako zwierzęta rodzime, czy introdukowane (to znaczy mustangi SĄ introdukowane, ALE: 1. było to dawno, 2. Amerykanie się do nich przywiązali 3. przed mustangami w Ameryce były dawniej konie).
Jeśli chcesz mieć w Polsce mustanga, to: nawiąż kontakt z którąś z organizacji zajmującą się adopcją mustangów, odwiedź USA, zaadoptuj konia i przetransportuj do samolotem do UE, a potem transportem naziemnych do PL. Przykro mi, ale w Polsce hodowli mustangów nie ma. Sam mustang kosztuje niewiele. Kosztuje fanaberia, jaką jest sprowadzenie sobie na podwórko amerykańskiego NN. Taniej jest kupić sobie brzydkiego większego kuca, nie obcinać mu przez jakiś czas grzywy i zrobić mu fałszywą tabliczkę z adnotacją, że jest amerykańskiej rasy. Polecam.
Cechą charakterystyczną mustangów jest step w tle.
Appaloosa, palomino i pinto
Pragnienie posiadania któregokolwiek z tych koni jest dla mnie jednoznaczne z „chcę konia tarantowatego, izabelowatego albo srokatego, i żeby wydać pietryliard pieniędzy, aby był rodem z USA, a nie od handlarza z miasta obok i żeby się nazywał appaloosa a nie małopolski. Czemu tak? Bo appaloosa miał fajny opis w atlasie i ładne zdjęcie, a poza tym jeszcze nie do końca kumam o co chodzi z tymi maściami i rasami”.

Appaloosa to dla mnie b. problematyczna rasa. Nigdy nie wiem, czy to jest apallosa, apalloosa, apalosa, appalossa…
 
Camargue
Jeśli mieć camargue, to najlepiej kilka i to w zestawie z latającym Lorenzo. Srsly, jeśli tak bardzo potrzebujemy mieć „dzikiego” konia, to kupmy sobie coś rodem z Popielna. A jeśli tak bardzo chcemy mieć dzikiego i SIWEGO małego konia, to po prostu kupmy sobie małego, siwego konia, a następnie go nie układajmy i nie szkolmy przez kilka lat. Wypuśćmy z kilkoma innymi na padok jakoś w kwietniu, kiedy topnieją śniegi. Camargue DIY. Nie ma za co.

Porządne kuce camargue występują zawsze w stadzie, zawsze galopują i robią to zawsze przez rozlewiska.

Dartmoor i exmoor
Zawsze się śmiałam z tych wyspiarskich ras koników i kucyków, bo „Anglia” jednoznacznie kojarzy nam się z końmi, trzeba im przyznać, że tradycje mają fiu fiu solidne, ale powiedzmy sobie szczerze – inne kraje też mają kupę ras. Rasy z UK są często bardzo dokładnie omawiane we wszelkiego rodzaju atlasach, bo po prostu atlasy te są robione przez Brytyjczyków, którzy mają hopla na punkcie koni, więc i robią dużo tych atlasów. I mało który atlas wspomni o wszystkich polskich ośmiu rasach (dobrze policzyłam?), a tym bardziej o wszystkich wraz z typami (np. różne typy polskiego zimnokrwistego), a już w ogóle nie znam atlasu ze wszystkimi rasami europejskimi i to dobrze umówionymi (bo obecnie równie ważna co znajomość ras jest znajomość także linii, o typach nie wspominając; współczesny atlas mógłby pokazywać różnice wewnątrzrasowe i tłumaczyć, jakim prawem dany ogier jest tej a nie drugiej rasy i czemu jest dopuszczony do jeszcze trzeciej i czwartej).
Po prostu zaakceptuj, że u nas są hucuły i feliny 😉
Lipican
Zasadniczo możesz sobie takowego kupić, tylko pytanie: po co. To jest rasa-historia, rasa-obraz, rasa-skojarzenia, rasa-klasyczne ujeżdżenie. Rasa znana i nawet nam geograficznie bliska, w końcu do Lipicy nie mamy tak daleko. Dalej mam pytanie: po co? Bo to nie jest tak, że ten koń jest zawsze lśniąco-biały, zawsze w kunsztownym złotym rzędzie, zawsze w kaprioli wśród kolumn i łukowatych stropów,a jak takiego kupisz, to nie dorzucają do kompletu księcia w mundurze. Mało kto pała do tej rasy szczerą, dojrzałą miłością. Zazwyczaj podoba się… obrazek.

Mało kto o tym wie, ale ten pan po lewej nie występuje w zestawie z koniem 🙁
Jeśli chcesz podobnego konia, to postępuj jak z instrukcji o camargue, tylko z punktu „nie wychowuj i nie trenuj przez kilka lat” usuń „nie”.
Falabella
Falabella, czyli najmniejsza rasa świata. Brzmi charakterystycznie, ale to nie jest tak, że w Polsce ta rasa jest łatwodostępna. Tak, mamy przedstawicieli rasy, tak, mamy krzyżówki międzyrasowe i nierasowe oraz tak, mamy bardzo dużo małych tyci tyci ślicznych kucysiów. Ale nie każdy mały tyci tyci kucyś jest falabellą i nie jest tak, że oprócz falabelli nie ma małych koników. Koniec końców, jeśli bardzo potrzebujesz mieć tyci tyci kucysia, to po prostu rozejrzyj się za maleńkimi kucysiami, ale niekoniecznie za przedstawicielem tej rasy, bo może być niepotrzebnie trudno.

Falabella? Nieeee. Po prostu mały szetland 😉
Żeby było jasne, nie mam nic przeciwko powyższym rasom oraz ich nabywaniu. Jeśli się uprzesz i sobie jakiegoś sprawisz, albo nawet założysz hodowle przystępując do oficjalnego programu hodowlanego, spoczko, good for you. Ale nie o tym ten tekst, by spełniać swe marzenia, tylko o marzeniach troszkę naiwnych, troszkę nieobytych, bo wynikających z przeglądania atlasów ras koni w oderwaniu od realiów.

______________
*tak naprawdę to nie. Nic mi nie ucinajcie, błagam.

Opublikowano:

Dziewczyna Konna

Dziewczyna konna to dość specyficzny rodzaj dziewczęcia. Każda z nas się oczywiście różni od drugiej, ale wszystkie mamy specyficzne podejście do gnoju i pracy fizycznej. Niejedna miała przyjemność uczestniczyć w wachtach, na których za sprzątanie boksów dostawała lekcję jazdy. To oznaczało zwykle odciski na dłoniach od trzymania wideł oraz dodatkowe między palcami od trzymania wodzy.

Fascynującym przeżyciem jest uczestnictwo w załadunku siana na przyczepę, co zwykle zbiera bogate żniwo w postaci zagrypionych dziewcząt z zapaleniem płuc i atakami alergii. Nie przeszkadza to w jeździe, oczywiście.

Dziewczyna konna przyprowadza chłopaka do stajni. Z rozmachem wciska się między dwa końskie zady, co zwykle nie zachwyca wybranka, przerażonego wizją skopania swojej dziewczyny.

Dziewczyna konna waży pięćdziesiąt kilo, a koń którego prowadzi pięćset. A zapytana przez rodzinę, czy się nie boi, że koń jej coś zrobi, odpowiada, że nie. Przecież ten koń jest MAŁY. Po czym zaraz przyprowadza takiego co waży tonę. Wskazuje na niego i stwierdza, że faktycznie, tego by się mogła bać, ale on jest przecież łagodny. Rodzina patrzy na kopyto wielkości talerza i łeb większy od córki.

Dziewczyna konna nie raz zleci z konia. Jeśli ma szczęście, pozostanie dalej dziewczyną konną, a nie dziewczyną na wózku. Zapewne zaraz wsiądzie z powrotem, albo chociaż rozstępuje konia z ziemi. Dzięki Bogu, nie widzi tego szkolna pielęgniarka, która już by dzwoniła po pogotowie.

Powiedzmy sobie wprost: dziewczyna konna zrywa ze stereotypowym wychowaniem dziewczyny. Uczymy się, że mamy cel do zrealizowania i trzeba go wykonać. Nie oglądamy się na to, co „dziewczynie wypada” lub „nie wypada”. Łączymy w sobie kobiecą dbałość o siebie, swój wygląd i bezpieczeństwo. Dobrze by było, gdybyśmy dbały o jeździecką etykietę, tworzyły wizerunek amazonki-damy. Z drugiej strony trzeba być silną — psychicznie i fizycznie.

Proponuję, byśmy przyglądały się sobie przebywając z końmi. Jak bardzo zmieniamy się wchodząc do stajni? Czy istnieje rozdźwięk między dziewczyną konną a dziewczyną szkolną? Sama widzę, jaka jest różnica między mną przebywającą z chłopakiem (czuję wtedy zdecydowany przypływ pierdołowatości), w szkole (gdy stronię od wysiłku fizycznego), w stajni (aktywacja duszy chłopa), na koniu (nagłe wyostrzenie zmysłów, koncentracja na sobie i koniu oraz obserwacja całego otoczenia).

Dziewczyna konna jest z pewnością innym rodzajem dziewczęcia. Mieszanka sportu, obecności zwierząt, pracy fizycznej, konieczności kształcenia się teoretycznego, samoświadomości ciała, odpowiedzialności za drugą istotę — ta mieszanka robi swoje.