Przeskocz do treści

Więc jest tak, że sobie teraz wsiadam raz czy dwa razy w tygodniu na konia stojącego w pobliskiej stajni, co jest w ogólefajną historią, bo w tej kwestii odezwała się do mnie niejaka Agnieszka, skojarzyła fakty (ja - pod Warszawą, Kafel - na Mazurach, wspomniany koń - przez jakiś czas bez ruchu) i zadzwoniła i w ten sposób sobie wsiadam, nie narzekam, fajnie fajnie.

Czytaj dalej... "Cierpienia średniomłodego koniarza"