Opublikowano:

Bożuś, ile się dzieje! Aaa!!!

OK, strona jest rozchrzaniona, bo chciałam zrobić sobie kącik [ej, na początku napisałam „koncik”, wtf?] ze sklepem, a w efekcie rozjechał mi się cały wygląd strony. Na szczęście to #ProblemyPierwszegoŚwiata, więc tylko się cieszyć, że nie ma większych 🙂 Poza tym inny #ProblemPierwszegoŚwiata, miałam dziś jechać z odwieczną przyjaciółką na Mazury, na koniki (koniiiiikiiiii!!!! aaaaa!!!!! tak, koniki!!!!!), ale g**** (ej, słowa „gucio” chyba nie trzeba kropkować?), zapaliła się tajemnicza kontrolka pomarańczowego silnika, a jest święto, więc zdecydowałam, że będę samochodowym leszczem i poczekam do piątku, aż otworzą stacje diagnostyczne. Internet mnie wcześniej poinformował, że najprawdopopodobniej to, co się zepsuło, to lampka „check engine”, a rozwiązaniem nie jest naprawa silnika, tylko odcięcie kabelka od kontrolki. Tak więc do Kafla dopiero jutro.

Mój Projekt Życie (sprowadzenie Kafla) jest jakby nieco bliżej realizacji, ponieważ spłaciłam dwa dni temu wielkie cholerstwo, czyli debet. Debet uzmysłowił mi, że potrafię odkładać miesięcznie 1,5k. Gdyby nie to, że mamy z Małżem pietryliard milionów zainteresowań, a także auto, które po dzisiejszej akcji z kontrolką otrzymało drugie imię, i oficjalnie nazywa się Przepióreczka Kurwix, to sprowadzenie Kafla byłoby już krótką piłką. W każdym razie, jeśli tylko nie trzeba będzie wymieniać Przepióreczki Kurwixa na nowe auto, to wszystko wskazuje na to, że naprawdę na jesień sprowadzę Kafla. W sensie… naprawdę.

W ogóle to milczę na blogu i wstyd mi za to koszmarnie, ale po prostu nie wyrabiam i musiałam odstawić internet. Ograniczam się już tylko do wchodzenia w gównoburze na cudzych FP i wrzucania postów o kurach na mojego innego bloga, Kuriera Codziennego. Moje życie jest teraz cholernie dalekie od internetu. Sprowadza się do następujących elementów:

  1. Studia pisarskie – w zeszły weekend byłam w Zakopanem na prawie wieńczącym rok szkolny warsztacie literackim. I powiem wam w skrócie: wow. No, działo się. Ale przez to pisanie w związku ze studiami oraz nadrabianie wielu lektur, mam bardzo mało czasu na cokolwiek. Szczególnie że studia to tylko ułamek moich zajęć.
  2. Praca – wyrabianie dupogodzin przy komputerze brzmi strasznie, tylko że to akurat bardzo ciekawa i twórcza robota redakcyjno-graficzna. Spoczko.
  3. Kurczaki – tu brak mi słów. Uwielbiam je i mogę gapić się na nie godzinami. Poza tym kocham, gdy znajdą patyczka do uszu i robią z nim sztafetę po pokoju. Ogólnie nie sądziłam, że mnie trzepnie tak bardzo na punkcie kur. Generalnie to w tej chwili są moją większą pasją od koni 😉
  4. Dbanie o formę – 2 stycznia przeszłam na dietę, która tydzień temu zakończyła się wreszcie zrzuceniem 13 kg (! dumna z samej siebie) i osiągnięciu wagi prawidłowej. Robię sobie kolejną przerwę, a odkąd ważę mniej, mam siłę na ruch. Zaczęłam biegać i mnie nieźle wkręciło. Poza tym cieszę się, że Kaflowi jest lżej. Ogólnie jest czadowo, bo od dziecka byłam związana ze sportem (zgadnijcie jakim…), a przetrenowanie w pewnym momencie i zniechęcenie do pracy instruktora oraz wygnanie Kafla mnie odsunęły od jeździectwa. Teraz staram się jeździć te 6-8 razy w miesiącu, nawet jeśli to tylko tereny.
  5. Kafel – jak już powiedziałam, planuję go odwiedzać przynajmniej dwa razy w miesiącu po kilka dni. Na razie się udaje 🙂 Chłopak jest w dobrej formie, mimo tego że nieruszany. Absolutnie uwielbiam dziada.

Tak więc jutro na Mazury <3 Milion serduszków!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *