Opublikowano:

Cavaliada Warszawa 2018

Pomyślałam, że podsumuję sobie Cavaliadę 2018 z mojego punktu widzenia, choć trochę się zastanawiałam, czy w ogóle to robić, bo to chyba nie będzie wzorowe podsumowanie.

OK, zacznę od tego wzorowego: dziękuję wszystkim, którzy podchodzili w piątek i odważyli się zagadać xd Historie, których się nasłuchałam, były absolutnie niesamowite (szczególnie to o kucyku, który miał dwa domy bo spierniczał ze swojej stajni do innej i ostatecznie się dogadano, że mieszka w obu; oraz o kaczkach, które składały jaja w strzesze stajni, a jak się wykluwały, to robiły nad końmi deszcz z kacząt).

To tyle jeśli chodzi o wzorowość. Lecimy z tym, że nie byłam idealnym wystawcą/gościem, jako że nie byłam ani w Lublinie, ani w Poznaniu, ani w zasadzie w Warszawie, bo w czwartek zostawiłam rzeczy na zapleczu i poszłam czytać książkę na trybunach (wyrównywali podłoże…), po czym stwierdziłam, że sobie idę. W piątek byłam od rana do wieczora jak trzeba, a w sobotę zwinęłam się koło czternastej, gdy stwierdziłam, że mi się nudzi xd Podobno wieczorem byłoby więcej ludzi, ale do tego czasu dwoje moich przyjaciół zdążyło mi napisać, że chcieliby się spotkać, no i co miałam zrobić? A w niedzielę już nie udało mi się dotrzeć, ponieważ tak jakoś wyszło, że zaczęłam dzień o szesnastej. No, weekendzik.

Czwartek był ekscytujący, ponieważ musiałam się dostać na teren imprezy, co oznaczało, że musiałam zdobyć opaskę. Podejrzewałam, że zostały dla mnie odłożone w biurze akredytacyjnym, ale drzwi do niego prowadzące były zamknięte, więc poszłam do bramek. Wytłumaczyłam na bramkach o co chodzi, chłopak przejrzał jakąś listę i powiedział, że mnie na niej nie ma. Skierował mnie do biura akredytacyjnego, i od tego momentu zrobiło się zabawnie, ponieważ stałam się misją ochroniarzy. Sapali mi po karku i deptali po piętach, ponieważ zostałam zakwalifikowana do grupy świrniętych koniomaniaczek próbujących wbić się na nielegalu na imprezę, i nie odstępowali mnie ani na krok. W biurze okazało się, że nikt nic nie wie, co mnie kompletnie nie zdziwiło, ponieważ w zasadzie to nie byłam z prasy, no ale przecież ktoś coś musiał wiedzieć, nie? Po kilku telefonach i wycieczkach po stoiskach z ochroniarzami okazało się, że opaski czekają na stoisku PZHK. Zrelacjonowałam wydarzenia na czacie grupowym, na którym były jeszcze inne dziewczyny-autorki i wydawało mi się, że sprawa jest załatwiona. Gdy kolejne z nich będą chciały otrzymać opaski, będą musiały wytłumaczyć sprawę i kierować się do odpowiedniego stoiska. Hahaha, nie tak łatwo. W piątek przyjęłam, że szybciej będzie, jeśli dziewczyny zadzwonią do mnie i to ja przekażę im opaski. Jedna weszła bez problemu (bo dałam jej opaskę), ale potem sobie pomyślałam: hej, bez sensu żebym tak latała! Na wejściu jest chłopak z listami i kopertami i w tych kopertach są opaski dla takich stworzonek jak my. Więc wzięłam kopertę z wielkim imieniem i nazwiskiem ostatniej z grupy i wręczyłam chłopakowi na bramce, który wszystko zrozumiał i miał opaskę przekazać.

To był ostatni raz, kiedy tę opaskę widziałyśmy.

Potem rozmawiałam z naczelną Gallopu, wiecie, to taka gazetka, taka jakby jedna z dwóch największych w Polsce i poza robotą dziennikarską naczelna miała swoje ważne sprawy do załatwienia tam, takie ważniejsze niż nowy czaprak. Historia o tym, jak zdobywała swoją wejściówkę i akredytację była znacznie ciekawsza niż moja, ale chyba nie mogę tak rozsiewać plotek, więc powiem tylko, że była to ekscytująca historia xd

W piątek miałyśmy spotkania z dzieciakami, a potem przeniosłyśmy się na stoisko, gdzie było bardzo, ale to baaardzo dużo gadania. Poznałam kupę świetnych osób i to był absolutnie czadowy czas. Przeszłam się też po targach, co zakończyłam refleksją, że szczerze współczuję wystawcom tam obecnym, bo na pewno sporo sprzedali, ale wiecie, dla mnie zaduch tam panujący był tak koszmarny, że nawet gdybym zabuliła kupę hajsu za stoisko, to i tak bym stamtąd zwiała. No bez aspiryny i maski z tlenem to sobie nie wyobrażam tam dłuższego pobytu.

Pogadałam też trochę z Kasią z Lucky Horse Magazine. Świetna osoba! Jest też wywiad ze mną, którego nie oglądałam. Obejrzał Adam i powiedział, że wszystko jest w porządku. Ja nie mogę słuchać swojego głosu i patrzeć na swojego ryja, więc możecie to zrobić za mnie.

Poza tym mówiąc krótko, no przepraszam bardzo, ale tak uważam, że finał Cavaliady nie był w ogóle atrakcyjny. Jeszcze jakiś czas temu były organizowane liczne wykłady, prelekcje, spotkania. W tym roku były spotkania z Gwiazdami i to na pewno było świetne, ale mówiąc krótko było to zdecydowanie za mało, by uczynić finał Cavaliady prawdziwym świętem. Pokazów w zasadzie nie było i były standardowe. Oczywiście, działo się dużo i rywalizacja sportowa, stanowiąca istotę imprezy, była świetna. Jeśli ktoś przyjechał kibicować na zawodach, to na pewno był usatysfkacjonowany. Ja jednak cieszyłam się, że byłam jako wystawca i nie zapłaciłam za bilet, bo nic w programie dla kibiców mnie nie ujęło. Targi się nie powiększają, z atrakcji poza zawodami były jedynie spotkania z Gwiazdami, co się działo kilka razy dziennie, ale jakby dalej było tylko jedną formułą, i nie było żadnego pokazu z kimś, kto wywołałby mój pisk, wrzask i błaganie o autograf. Za to pokrętnymi sposobami otrzymałam autograf kogoś w zaskakujący sposób związanego z jeździectwem.

Jak ktoś zgadnie, czyj to autograf, to mu wyślę książkę i jeszcze bonus. Podejrzewam, że nikt nie zgadnie, ale na wszelki wypadek się zabezpieczę, że wyślę pierwszej osobie 😉 Żebym nie straciła całego nakładu przypadkiem xd

No więc to tyle jeśli chodzi o moje Cavaliadowe przygody. Przepraszam za niebycie idealnym gościem i wystawcą, za przedwczesne zmycie się i że nie dostarczyłam wam żadnego ekscytującego kontentu, i za brak fascynujących plot z zawodów (nie żebym kiedykolwiek to zrobiła, ale zawsze może być ten pierwszy raz).  Myślę, że social media zawodników, wystawców, prasy i innych takich zrelacjonowały wydarzenie tak doskonale, że ja tylko dorzucę, że uwielbiam fotobudki i cukierki i że uważam za nieetyczne robienie cukierków reklamowych, bo ja je wszystkie wpie****am i potem jestem gruba i biedne konie muszą mnie nosić i jak widzicie cukierki reklamowe to zło i przepraszam wszystkich wystawców którym je wyżarłam.

A tak na serio to sobie żartuję, bo zjadłam cztery.

Dobra, bez sensu wpis. Nara xd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *